piątek, 24 marca 2017

Rozdział 6

Weszłam do domu niedługo potem i zdjęłam buty, rzucając je koło drzwi tak, by nikt się o nie zawadził, a najprawdopodobniej mogłabym być to ja, gdyż zawsze byłam niezdarą i tak mi mi już zostało. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę kuchni, bo słyszałam jak ktoś krzątał się po tym pomieszczeniu, wiec to pewne, że moja mama już skończyła na dzisiaj pracę. Odkąd dowiedziała się, że ma bardzo duże problemy ze swoją nogą i będzie musiała przejść operację kierownik firmy, w której pracuje daje jej jak najwięcej czasu wolnego co jest dziwne, bo on zawsze nienawidził czegoś takiego, ale nie narzekam. Wzdycham cicho, bo tak mało czasu zostało do dnia operacji, a ja nie jestem na to przygotowana ani psychicznie, ani tym bardziej fizycznie szczególnie teraz, gdy wokół jest tyle niewiadomych.

- Cześć, mamo. - uśmiechnęłam się, opierając się o framugę. Mama spojrzała na mnie przez ramię i posłała mi uśmiech, odpowiadając. Mój wzrok zjechał na moją siostrę, która w najlepsze gapiła się w telefon, nawet na mnie nie patrząc. Prychnęłam, bo to była norma i coraz bardziej mnie to denerwowało, mama staje na głową, by nas uszczęśliwić, a ona cały czas ma jakieś ale. Postanowiłam się jednak nie odzywać, bo wiedziałam, że nasze kłótnie zawsze sprawiały jej smutek, a tego nie chciałam. - Jak dzień?

- Dobrze, jak widzisz jestem wcześniej w domu i dostałam wolne na dwa tygodnie przed operację. - powiedziała, starając się brzmieć entuzjastycznie, ale wiedziałam, że ją też to przytłaczało i nie dziwiłam się jej, ale oprócz modlitwy i i wiary, że się uda nic nie mogłam zrobić. - I pomyślałam, że możemy wybrać się na jakieś wakacje. - spojrzałam na nią w szoku, bo zapewne chciała zrobić coś kosztownego, a na to raczej nie mieliśmy pieniędzy. - Wiem o czym myślisz, ale ojciec jednego z chłopaków z klasy Karolci to zaproponował, jego syn uwielbia Karolinę, a on powiedział, że pokryje wszystkie koszty. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale gdy powiedział, że nie ma problemu i tak naprawdę za nic nie płaci, bo ma wiele znajomości to pomyślałam, że to mogłoby nam się przydać i to nic złego. - wzruszyła ramionami, a ja otworzyłam usta w szoku i spojrzałam na nią z uniesioną brwią, ale gdy gdy zobaczyłam na jej twarzy uśmiech, od razu zrozumiałam. To nie chodziło o Karolcię ani tym bardziej o tego chłopaka z klasy, a o jego ojca i oni ze sobą po prostu kręcą, a moja mama chciała mi wcisnąć jakąś bajeczkę, bo bała się, że źle zareaguje. 

- Naprawdę, mamo? Myślisz, że w to uwierzę? - jęknęłam, a gdy ona spojrzała a mnie ze zmieszaną miną, wiedziałam, że mam rację. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej, układając rękę na jej ramieniu. - Wszystko w porządku, a ty masz prawo być szczęśliwa, ale pojedziecie beze mnie. Nie mogę zrobić sobie przerwy w środku roku szkolnego. - powiedziałam i po części kłamałam, bo nie chodziło o szkołę, ja po prostu musiałam sobie wszystko poukładać i przygotować się na pobyt matki w szpitalu. - Karolci dobrze to zrobi. - wyszeptałam ciszej tak, by ona tego nie usłyszała i odwróciłam się żeby wyjść z pomieszczenia, ale wtedy głos siostry mnie zatrzymał.

- A ty nie masz jeszcze jednej godziny dzisiaj? Wydawało mi się, że kończysz później. - zauważyła, patrząc na mnie z bezczelnym uśmiechem. Ta mała dziewucha robiła wszystko, by mnie pogrążyć, ale teraz przesadziła. Dobrze wiedziała ile nasza mama ma problemów i jeszcze to? Ja już sobie z nią później porozmawiam, nie pozbiera się. Tym razem przegięła i za to zapłaci. 

- Miałam mieć, ale nauczycielka zachorowała i nas zwolniono, a ja idę na górę i nie chce obiadu. - powiedziałam i już po chwili byłam w pokoju. Nie lubiłam kłamać, ale tym razem nie miałam wyjścia, a do tego wiedziałam, że to bezpieczniejsze i byłam pewna, że rodzicielka się nie zorientuję, bo to nie pierwszy raz. Miałam takie samo pismo jak ona, więc nietrudno było podrobić usprawiedliwienia, a ponieważ jestem brana za tą miłą i uczynną nikt nie podejrzewa mnie o takie rzeczy. Czasem tylko jak jest jakaś wywiadówka to godziny nieobecne przyciągają jej uwagę, ale zawsze jakoś udawało mi się z tego wybrnąć albo po prostu ona już to zauważyła, tylko wie, że robię to dla jej zdrowia. Obie opcję nie są najgorsze na dłuższą metę. 

***

Przekręcałam w dłoniach list, cały czas zagryzając wargę. Targały mną różne emocje i sama nie wiedziałam co zrobić; bałam się go otworzyć, ale nie chciałam go wyrzucić, a raczej nie potrafiłam, bo w głębi serca byłam ciekawa o czym, ten dupek napisał i co ma mi do powiedzenia po takim czasie. Była godzina dwudziesta, a ja ślęczałam nad ta kopertą, już od dłuższego czasu, tylko go marnując, ale i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Moje palce same powędrowały to tego, by otworzyć i przeczytać zawarty w środku tekst, ale przerwała mi to wiadomość i w pewnym sensie byłam jej wdzięczna, a raczej temu kto ją napisał. 

Od: Adrian
Kolejna lekcja francuskiego, proszę? Nudzi mi się i Agnieszka mówi, że przy okazji możesz zostać na noc ;D

Przeczytałam esemesa kilka razy, myśląc na propozycją. Nie miałam ochoty zostać w domu, bo mama wyszła do koleżanki, a Karolcia z nią, więc jestem sama w domu i tak jakby nie mam co robić, a wiem, że jeśli zostanę to najprawdopodobniej otworzę tą kopertę, a nie mam na to najmniejszej ochoty. Wzruszyłam ramionami, mówiąc sama do siebie, że do dobry pomysł. Postanowiłam nie odpisywać tylko od razu wstałam z pościeli i ruszyłam do szafy, chwytając byle jaką bluzkę i spodnie na jutro. Wpakowałam rzeczy do mojej torby ze szkoły gdzie były też odpowiednie książki, dokładając bieliznę i kilka podstawowych, kobiecych rzeczy, które się mi przydadzą. Po chwili zbiegłam na dół i chwyciłam notesik, który zawsze leżał na parapecie i długopis, pisząc szybko kilka zdań. 

Poszłam do Agnieszki, bo jej brat potrzebuje korepetycji z francuskiego i będe jutro po zajęciach, nie martw się. Kocham Cię i dobranoc xx

Przykleiłam kartkę do lodówki i biorąc klucze, wyszłam. Zakluczyłam mieszkanie i wyjęłam słuchawki z telefonem z przewieszanej przez ramię torebki, włączając obie rzeczy i zaczynając słuchać muzyki. Zaczęła lecieć jedna ze starszych piosenek One Directon i mimo, że nie byłam ich fanką tą uwielbiałam, a wręcz ubóstwiałam, a osoba, o której w niej mowa musi być bardzo zadowolona, bo jest piękna i też chciałabym żeby ktoś kiedyś napisał dla mnie piosenkę, lecz cóż nie żyjemy w świecie, w którym marzenia spełniają się na pstryknięcie palcami, niestety. 

Your hand fits in mine
Like it's made just for me
But bear this in mind
It was meant to be
And I'm joining up the dots
With the freckles on your cheeks
And it all makes sense to me 

Twoja dłoń pasuje do mojej,
Jakby została stworzona tylko dla mnie
Ale zapamiętaj,
Że to było nam przeznaczone
I łączę kropki
Z piegami na twoich policzkach
I to wszystko ma dla mnie sens

I know you've never loved
The crinckles by your eyes
When you smile
You've never loved
Your stomach or your thighs
The dimples in your back
At the bottom of your spine
But I'll love them endlessly

Wiem, że nigdy nie lubiłaś
Zmarszczek wokół oczu
Gdy się uśmiechasz
Nigdy nie lubiłaś
Swojego brzucha ani swoich ud
Dołeczków na twoich plecach
U dołu twojego kręgosłupa
Ale ja będę kochał je bez końca

Droga do Agnieszki niebyła długa, ale trzeba było przejść przez kilka ciemnych zakamarków, których nie cierpiałam i zawsze bałam się takich rzecz, pewnie z powodu, że jako mała dziewczynka byłam nimi straszona, gdy okazywałam nieposłuszeństwo. Na ogół nie byłam strachliwa, ale tak jest, że coś czego uczysz się w dzieciństwie potem ci już zostaje i to był doskonały przykład. Szłam równym krokiem, patrząc przed siebie, a słabe światło latarni oświetlało mi drogę. Rozejrzałam się wokół, a po moim ciele przeszedł dreszcz, gdy zobaczyłam dwójkę chłopaków z liceum, których znałam z widzenia. Obydwoje mieli w rękach piwo i chwiali się na nogach, więc wzięłam drżący oddech i przyśpieszyłam, przeklinając siebie, że nie zostałam w domu. 

- Cześć, laleczko. - jeden z nich chwycił mój nadgarstek, gdy chciałam ich ominąć, ignorując ich. Od razu dotarł do mnie zapach papierosów, alkoholu i bóg wie co jeszcze. Chciałam wyrwać rękę z jego uścisku, ale on tylko zacisnął ją mocniej i uśmiechnął się w odrażający sposób. - Nie przywitasz się z nami? - jęknął, udając smutnego, a ja przewróciłam oczami. - Ja jestem Camil, a to Alex, wiesz żebyś wiedziała co krzyczeć, kiedy będzie ci dobrze. - jego uśmiech się poszerzył, a ja zadrżałam ze strachu, bo robiło się nieciekawie. 

- Zostaw mnie, do cholery. - warknęłam i udało mi się wyrwać, ale zaczem zdążyłam cokolwiek zrobić on popchnął mnie na ścianą i kazał swojemu kumplowi mnie trzymać. Zaczęłam krzyczeć i uniosłam nogę, by kopnąć jednego z nich, ale wtedy obydwoje zostali ode mnie gwałtownie odciągnięcie. Usłyszałam krzyki, szelesty i jęki bólu, więc zamrugałam powiekami i wzięłam głęboki wdech, patrząc w stronę skąd dochodziły, ale to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg.

Osoba, której najmniej bym się teraz spodziewała siedziała na brzuchu pierwszego chłopaka i okładała jego twarz pięściami, a drugi leżał obok już z masakrowaną twarzą. Oboje byli pijani, więc nie było ich trudno powalić, co ułatwiało zadanie Justinowi. Przyłożyłam ręce do twarzy i pociągnęłam nosem, bo chyba dopiero teraz dotarło do mnie to co się stało, gdyby nie brunet. Zostałabym zgwałcona. Uciekłam wzrokiem na bok i oparłam się o ścianę, gdy zobaczyłam, że mój wybawca podnosi się do pozycji stojącej i ociera nos, spluwając na chłopaka, który prawie się nie ruszał. Jego wzrok po chwili powędrował na mnie, a ciemno oczy zaraz lekko złagodniały, a on ruszył w moją stronę. Osunęłam się delikatnie na ziemię i przeczesałam paznokciami włosy, chcąc się uspokoić. 

- Nic ci nie jest? - zapytał, kucając i opierając dłonie na moich kolanach. Pokręciłam głowa, ale nie podniosłam na niego wzroku, bo zwyczajnie nie potrafiłam. Jego palce powędrowały pod mój podbródek, a on przyjrzał się mojej twarzy jakby szukając jakiś zadrapań, a ja zrobiłam tak samo, jednak okazało się, że w przeciwieństwie do niego ja nie byłam ranna, a on miał rozcięta wargę, poprzez co wywnioskowałam, że któryś z tamtych musiał mu przywalić. 

- Trzeba to opatrzyć. - powiedziałam cicho, przejeżdżając po ranie palcem. Wzdrygnął się i spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wiedziałam, że chodzi mu o to, że jestem miła, ale w końcu uratował mnie od gwałtu; gdyby nie on wiele mogłoby się zdarzyć. Powoli podniosłam się, prostując, a on uczynił to samo. Bez słowa zabrałam torbę i powiesiłam na ramieniu, ale zaraz syknęłam, bo materiał otarł się siniaka na nadgarstku, który musiał powstać, gdy jeden z nich mnie złapał i, którego nie zauważyłam. Justin od razu to usłyszał i zabrał mi torbę, patrząc również na mój nadgarstek. Czułam się niezręcznie, bo dziwnie było widzieć Justina w roli wybawiciela, ale cóż może się zmienił i teraz będzie inaczej? W końcu już przeprosił, a to dobry początek. - Chodź, opatrzę to. - powiedziałam, idąc w stronę powrotną. 

- Nic mi nie jest, a ty szłaś w drugą stronę. - wymamrotał, a ja przypomniałam sobie o Agnieszce i Adrianie, więc szybko wyszukam telefon i napisałam chłopakowi, że nie mam czasu i przepraszam. Nie miałam siły teraz z nim rozmawiać, po prostu chciałam zaszyć się w swoim pokoju i zapomnieć wszystkie zdarzenia z przed chwili. 

- Wiem, ale chyba jednak będzie lepiej jak wrócę do domu. - wymamrotałam do niego i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że stoimy, więc uniosłam głowę, patrząc na niego. - Odprowadzisz mnie? Boję się samej wracać. - szepnęłam ledwo słyszalnie, ale on usłyszał, bo kiwnął głową i razem bez słowa ruszyliśmy w drugą stronę. - Co robiłeś w okolicy? - zapytałam, bo godzina była już późna, a znajomi Justina nie mieszkają w tych stronach. 

- Widziałem jak wychodziłaś i chciałem cię złapać, by porozmawiać, ale zatrzymał mnie Ryan, a potem wiedziałem, że cię nie dogonię, więc zaszedłem do sklepu, a gdy wychodziłem usłyszałem krzyki. - powiedział, patrząc na mnie, a ja skinęłam głową, nie podnosząc wzroku z chodnika. Szliśmy prze chwilę w ciszy, a ja już widziałam już swój dom i cieszyłam się, że światłą są zgaszone, bo oznaczało to, że mojej rodzicielki nadal nie ma i nie będe musiała się tłumaczyć, dlaczego nie jestem u Agi. -Chciałem cię przepro...

- Um, proszę nie zaczynaj tego tematu i dobranoc. Opatrz sobie to...- przerwałam mu, bo naprawdę nie miałam ochoty tego słyszeć i wbiegłem do domu, zaczem zdążył zareagować.

wtorek, 21 marca 2017

SNAPCHAT

Hej, założyłam snapa, na którego serdecznie zapraszam, ale mówię od razu, że jest on poświęcony głównie mojemu koncie na wattpadzie, więc notki dotyczące tego bloga będą pojawiać się tylko niekiedy, ale za to gwarantuję dużą ilość humoru i ciekawe konkursy.

SNAP - agas223


piątek, 17 marca 2017

Rozdział 5

Wpatrywałam się w elektryczny zegarek, popijając herbatę. Obudziłam się dzisiaj półtorej godziny wcześniej niż powinnam i teraz siedzę tutaj już ubrana i gotowa do szkoły, czekając aż wybije odpowiednia pora do wyjścia. Agnieszka i Adrian jeszcze śpią, a ponieważ jest dopiero szósta nie mam zamiaru ich budzić. Wzdycham i wstaje z krzesła, podchodząc do zmywarki i wkładając tam talerz i inne naczynia znajdujące się w zlewie, ale po chwili widelec wyślizguje mi się z rąk i upada na podłogę z głośnym brzdękiem. Przeklinam się w myślach i podnoszę go, umieszczając na odpowiednim miejscu i włączając urządzenie. Mam nadzieję, że nie obudziłam nikogo, ale gdy po kilku minutach na dole pojawia się Adrian, wzdycham zrezygnowana. Chłopak jest w samych bokserkach, a jego zazwyczaj ułożone włosy są roztrzepane co sprawia, że odwracam wzrok, bo mógłby spaść tam gdzie nie powinien. 

- Przepraszam, nie chciałam cię obudzić. - tłumaczę, stawiając na stole drugi talerz z kanapkami, które zrobiłam, robiąc swoje. Podchodzę do ekspresu, włączając go i robię czarną kawą, bo wiem, że właśnie taką nastolatek pije rankiem. Spędzam u przyjaciółki bardzo dużo czasu, więc takie podstawowe elementy o niej czy jej bracie są znane mi już na pamięć. - Wyspałeś się? - pytam w między czasie, opierając się o blat i patrząc na Adriana, który natomiast oparty jest o framugę. 

- Tak. - kiwa głową na potwierdzenie swoich słów i uśmiecha się leniwie. - Zgaduje, że ty natomiast nie mogłaś spać. - mówi, patrząc w między czasie na zegarek, a ja kiwam głową. Zawsze miałam problem z sennością w obcych miejscach, nawet jeśli bywałam tam często tak jak w tym przypadku. Brunet podchodzi do stołu, siadając i biorąc się za jedzenie, a ja stawiam mu po chwili obok ręki kubek z czarną cieczą. Kiwnął głową w podziękowaniu, a ja zajęłam miejsce naprzeciw. - Nie myślałaś kiedyś o tym, by to zmienić? - uniosłam brew na treść jego pytanie, bo w ogóle nie wiedziałam o co mógł pytać. - No wiesz.... Szkoła i tym podobne.

- Zmienić? Niby jak? - zapytałam, wpatrując się w niego z zainteresowaniem. Może to głupie, ale wzbudził we mnie płomyk ciekawości, a jego pytanie miało oczywistą odpowiedz. Przecież mało kto chciałby być traktowany tak jak ja i to normalne, że chciałabym to zmienić, ale wiem, że to nie ma sensu. - Wiesz wątpię, by cokolwiek pomogło. - dodałam i po chwili zauważyłam rozbiegany i niepewny wzrok bruneta, więc uniosłam brew. - Mów, jak zacząłeś. 

- A jakbyś tak zaczęła obracać się w kręgu kogoś lubianego? - zapytał, patrząc mi w oczy. Oblizałam usta, bo kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi, ale zaczem mogłam zadać jakieś pytanie on kontynuował. - Wiesz jak jest, ludzie chcą być blisko tych popularnych, więc będą myśleli, że dzięki tobie się to uda, a żeby osiągnąć twoje zaufanie będą dla ciebie mili i przestaną cię wyzywać, poniżać czy co tam jeszcze robią. - zagryzłam wargę, a ręka chłopaka powędrowała do mojej twarzy i odsunęła pojedynczy kosmyk. Westchnęłam i oparłam o krzesło, więc ręka brązowookiego bezwiednie opadła na stół. 

- Po pierwszy wątpię, by taka osoba się znalazła, a po drugie jakoś chyba nie mam ochoty na tą całą fałszywość. - schowałam twarz w dłoniach, bo dobry humor, który towarzyszył mi wcześniej teraz znikł. Nie miałam ochoty teraz o tym myśleć, ale zawsze coś musiało pokrzyżować mi plany i rozumiem, że chłopak chciał dobrze, ale jego plan nie miał możliwości wypalić. Nie było osoby, która nie miałaby do mnie nic i jeszcze zgodziła się na coś takiego. Poczułam palce pod moim podbródkiem, a brunet uniósł moją głowę i uśmiechnął się czarująco, ale ja nie miałam kompletnie pojęcia co było jego przyczyną. 

- Już się znalazła i siedzi naprzeciw ciebie. - otworzyłam usta w szoku i zamrugałam kilkakrotnie. Spojrzałam na niego wzrokiem typu żartujesz sobie, ale gdy ten nadal się uśmiechał, wiedziałam, że mówił całkowicie poważnie. - Patrz, zostaniesz moją dziewczyną na jakiś czas, a gdy inni ze szkoły się dowiedzą, przestaną. - mówił przekonująco, ale w mojej głowie była tylko długa lista przeciw i nawet gdybym się starała nie znalazłabym listy za. Pokręciłam głowę i zaczęłam szukać jakiś argumentów, które sprawiłyby, że chłopak zmieniłby zdanie. 

- Ale to mogłoby mieć też kompletnie inne skutki, bo popatrz na to tak; wszystkie dziewczyny za tobą szaleją i, gdy tylko, by się o tym dowiedziały, znienawidziłyby mnie jeszcze bardziej. - rzuciłam, wiedząc jak wielka części uczennic z naszej szkoły lata za nim i pokręciłam głową, wstając z krzesła i patrząc na zegarek. Podziękowałam sobie w duchu, że wybiła już siódma i mogłam użyć wymówki, że musimy iść do szkoły, ale zaczem zdążyłam to zrobić w pomieszczeniu pojawiła się Agnieszka. Była ubrana i rozpromieniona, przez co mogłam stwierdzić, że słyszała całą rozmowę, a to oznaczało, że i pewnie jest też na tak.

- To świetny pomysł. - zapiszczała rozpromieniona, a ja przewróciłam oczami, zdenerwowana. Nie wiem dlaczego, ale ten pomysł wywołał u mnie same negatywne emocje. Znałam Adriana bardzo długo i możliwe, że właśnie z tego powodu nie chciałam się zgodzić, bo to mogłoby sprawić, że nasze kontakty tylko, by się pogorszyły, a tego nie chciałam. Brunet był dla mnie bardzo ważny i musiałam przyznać był przystojny, atrakcyjny i jeszcze wiele pozytywnych epitetów nasuwało mi się na język, ale nie mogłam się zgodzić, nawet z powodu tego, że nie chciałam psuć mu reputacji. 

- Zaraz wychodzimy, a wy nie jesteście jeszcze gotowi, więc pośpieszcie się. - rzuciłam, zmieniając temat i zaczem którekolwiek zdążyło zareagować, byłam już na schodach, a po chwili w pokoju przyjaciółki. Usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłoniach, a moja głowa zapełniła się myślami, których nie mogłam się pozbyć. Nie chciałam myśleć na ten temat, bo wiedziałam, że gdybym zaczęła to potem bym nie przestała i cały dzisiejszy dzień byłabym poddenerwowana i rozkojarzona, a do tego nie mogłam dopuścić, gdyż za kilka dni test z matematyki, więc musiałam pilnie słuchać na lekcji, bo kolejna jedynka mogłaby grozić zagrożeniem. 

Podniosłam się z miękkiego materiału i chwyciłam torbę, leżącą pod biurkiem, narzucając ją na ramię. Telefon komórkowy, który wzięłam z półki obok łóżka natomiast schowałam do kieszeni dżinsów i wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam po schodach i od razu udałam się do holu, widząc, że Adrian jest już ubrany, a Agnieszka stoi gotowa oparta o framugę. Oboje wymienili spojrzenia, więc wiedziałam, że nie przestaną mnie przekonywać dopóki się nie zgodzę.
Cóż zapowiadał się ciekawy dzień...

***

Po korytarzy rozniósł się dźwięk dzwonka, ale nie przejęłam się nim i w spokoju otworzyłam szafkę, wkładając tam niepotrzebne książki. Nie spieszyło mi się na lekcję chemii, bo nie dość, że miała być tam Agnieszka, której unikam do ranka jak ognia to jeszcze Justin, a ja kompletnie nie wiedziałam co myśleć o tym esemesie, ale wmawiałam sobie, że po prostu pomylił numery. Ty nie wierzysz w przypadki, przemknęło mi przez myśl, ale zignorowałam to i chwytając w ręce odpowiednie podręczniki, udałam się do sali, zamykając wcześniej szafkę. Nauczycielka zawsze się spóźniała i była strasznie zabiegana, więc często nawet zapominała posprawdzać obecności, co było plusem, bo mogłam opuszczać te zajęcia i nie martwić się usprawiedliwieniami. 

- Wszędzie cię szukałam. - dobiegł mnie głos przyjaciółki, gdy wchodziłam do pomieszczenia, ale zignorowałam go. Słyszałam kroki za sobą, co oznaczało, że Agnieszka była już w sali i zapewne chciała pogadać, ale ja jak gdyby nigdy nic ruszyłam do swojej ławki, mając nadzieję, że nauczycielka przyjdzie za chwilę i uratuje mnie od tej rozmowy. Zatrzymałam się jednak w pół kroku, widząc na miejscu gdzie zazwyczaj siedziałam wielki bukiet kwiatów. Brunetka za mną nie spodziewając się takiego gwałtownego ruchu, wpadła mi na plecy, przeklinając pod nosem, ale ja nie odezwałam się słowem, wgapiając w herbaciane róże, moje ulubione. - O cholera. - usłyszałam za sobą, gdy wzrok brązowookiej znalazł się tam gdzie mój. 

- Po prostu ktoś się pomylił. - wzruszyłam ramionami jak gdyby nic i podeszłam do swojego miejsca, odsuwając krzesło i opierając się o nie. Chwyciłam w ręce bukiet, chcąc znaleźć jakoś karteczkę, która sprawiłaby, że mogłabym oddać prezent właściwej osobie. Nic takiego jednak nie wpadło mi w ręce, więc przełknęłam ślinę, gdy przez myśl przebiegło mi, że to dla mnie. Położyłam róże na stoliku z powrotem, dopiero teraz dostrzegając dużą, białą kopertę, która podpisana była moim imieniem. Zmarszczyłam brwi i podskoczyłam, gdy po pomieszczeniu rozniósł się chrapliwy, tak dobrze znany mi głos. 

- Nikt się nie pomylił. - odwróciłam głowę w stronę głosu i zamrugałam kilkakrotnie oczami, widząc przy drzwiach Justina. Jego brązowe tęczówki wypalały dziurę w mojej twarzy, a wargi złączone były razem, jakby się denerwował. - To dla ciebie. - kiwnął głową w stronę blatu, zagryzając wargę. Zmarszczyłam brwi i kpiąco się uśmiechnęłam. Miałam dzisiaj beznadziejny humor, a w takich dniach byłam dużo bardziej niemiła niż na co dzień. 

- Jeszcze powiedz, że od ciebie. - zakpiłam, a gdy ten podrapał się niezręcznie po karku i pokiwał głową, zamrugałam powiekami zszokowana, bo nie rozumiałam nic z zaistniałej sytuacji. Odwróciłam wzrok, gdy poczułam się skrepowana jego spojrzeniem i wzięłam głęboki wdech. Mój mózg od razu zaczął analizować zaistniałą sytuację, a po chwili przypomniałam sobie wczorajszego esemesa. Nie, przecież to nie mogło się łączyć i nie miało sensu. Podniosłam bukiet do góry razem z listem i mimo, że kwiatu były moimi ulubionymi, a treść listu ciekawiła zaczęłam kierować się w stronę kosza, a w tym samym czasie drzwi się otworzyły i kilkunastu uczniów razem weszło do sali, patrząc na nas w niezrozumieniu. Nie przejęłam się tym zbytnio i wyrzuciłam bukiet do pudełka, a gdy i list miał tam wylądować zatrzymał mnie jego głos.

- Paula, proszę chociaż go przeczytaj. Nie oczekuję od ciebie nic więcej oprócz tego, choć wiem, że i nawet na to nie zasłużyłem przez to jak cię traktowałem. - zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na białą rzecz w ręce, a potem na niego i po raz kolejny przeklęłam to, że byłam tak miękka i zgadzałam się na o wiele za dużo rzeczy. Wyprostowałam się i dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy w certum uwagi, a w pomieszczeniu pojawili się nawet koledzy Justina, których wzrok był nieodgadniony. Czekałam na jakiś wybuch śmiechu czy słowa to był żart, ale gdy nic takiego nie nastąpiło, a wokół panowała cisza ruszyłem do wyjścia. Nie potrafiłabym teraz tak po prostu siedzieć, a skoro w pomieszczeniu nadal nie było nauczycielki mogłam sobie na to pozwolić. 

Nie minęło nawet kilka sekund, gdy drzwi zostały zamknięte, a ostatnie co przykuło mój wzrok to wymieniane spojrzenia pomiędzy moją przyjaciółką, a chłopakiem. Zmarszczyłam brwi, bo to było dziwne i przecież Agnieszka nienawidziła Biebera za to co mi robił, a teraz wyglądało to tak jakby się co najmniej kolegowali. Oparłam się o ścianę, bo było w tym wszystkim zdecydowanie za dużo niewiadomych i po prostu poczułam jak słabo mi się zrobiło. Pierw wiadomość, kwiaty i to w dodatku moje ulubione kwiaty, a na koniec biała koperta, która dalej tkwiła w mojej dłoni. W tym wszystkim chyba najbardziej denerwowało mnie to, że nie przewidziałam tego i nie miałam wyjścia awaryjnego, bo zawsze lubiłam mieć tak zwany plan B i jak najmniej ryzykować. 

Westchnęłam i popatrzyłam na list, ostatecznie chowając go do torby, bo i tak za dużo rewelacji wydarzyło się w tym dniu. Słyszałam za ścianą podniesione głosy, ale zignorowałam to i przymknęłam powieki, starając uspokoić dudniące serce, które stawało się już nie do zniesienia.

Usłyszałam stukot szpilek, więc odwróciłam w tamtym kierunku głowę, a gdy zobaczyłam nauczycielkę ubraną w obcisłą, czarną sukienkę z wielkim dekoltem jak do klubu skrzywiłam się. White nie tylko była niezorganizowana, ale także przesadzała z podkreślaniem swojej atrakcyjności i moim zdaniem spała z przynajmniej kilkoma uczniami ze szkoły. Westchnęłam, szybko odsuwając się od ściany i usiadłam na schodach, które prowadziły do szatni dla kilku pierwszych klas, gdyż te dla pozostałych były w drugim skrzydle budynku, udając zainteresowanie swoim telefonem. Kobieta spojrzała na mnie, ale - dzięki Bogu - nie poznała mnie i po chwili znikła w sali, a ja podniosłam się, ruszając do swojej szafki. Wrzuciłam wszystkie niepotrzebne rzeczy i zabrałam te najpotrzebniejsze, udając się do wyjścia.

Mówiąc rano, że to będzie ciekawy dzień na pewno nie chciałam, by stało się tak wiele, zaskakujących i niezrozumiałych dla mnie rzeczy...

wtorek, 7 marca 2017

Rozdział 4

Siedziałam na beżowej kanapie w domu mojej najlepszej przyjaciółki, a w dłoni miałam kubek z gorącą, parującą czekoladą. Wpatrywałam się we włączony telewizor, ale moje myśli były kompletnie gdzie indziej, a konkretniej zostały na szkolnym korytarzu. Nie mogłam przestać rozmyślać o postawie Chrisa, a jego słowa w kółko latały w mojej pamięci; wiem, że jestem dupkiem, ale jakby coś wiesz, gdzie mnie szukać. Co to miało być? Forma przeprosin czy po prostu zrobiło mu się mnie żal? Chyba nie chce znać odpowiedz na to pytanie i chyba lepiej dla mnie, gdy nie będe rozpamiętywać tej sytuacji. 

- O czym tak rozmyślasz, księżniczko? - podskoczyłam na dźwięk innego głosu tuż przy moim uchu, prawie oblewając się moim napojem. Posłałam Adrianowi ostre spojrzenie, a ten z chichotem uniósł ręce do góry i zajął miejsce obok mnie, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Czułam jak zaczynam się rumienić, ale zignorowałam to i przystawiłam ciepłe naczynie do ust, wypijając za jednym razem prawie połowę. Tak, zdecydowanie czekoladowa terapia jest najlepszym sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. - Coś się dzieję, prawda? - uniósł brew, a ja popatrzyłam na niego niezrozumiale. Widząc to westchnął i przysunął się bliżej, zaczepiając jeden z moich kosmyków, który plątał się po mojej twarzy za ucho. - Widzę, że coś jest nie tak. Przestałaś się uśmiechać, a jeśli to robisz nie jest to prawdziwy grymas. Może uznasz to za dziwne, że zwróciłem na to uwagę, ale znam cie od małego i zdążyłem trochę dowiedzieć się o tobie. 

- To miłe, że się martwisz, ale nie mam zamiaru obarczać cię swoim problemami. - rzuciłam i posłałam mu ciepły uśmiech, nachylając się i muskając polik chłopaka. - A tak w ogóle gdzie znikła Agnieszka? Miała jakiś telefon, a potem powiedziała, że zaraz wróci. - spróbowałam zmienić temat, ale widząc minę bruneta chyba niezbyt mi się to udało. Przewróciłam oczami, a mój grymas, który może tylko na początku był prawdziwy znikł już całkowicie. - Po prostu mam trochę kłopotów, ale nie są one pierwsze ani ostatnie, więc sobie poradzę. 

- Ale czasem lepiej się wygadać niż trzymać to w sobie. - rzucił, a jego ręka błądząca dotychczas po oparciu kanapy, złapała moją. - Chodzi o to co mówią w szkole? - uniósł brew, a ja spuściłam głowę. Miałam rację, on już wie. - Ej, skarbie przecież to nic takiego. Nigdy nie przejmowałaś się opiniami innych, więc co się dzieje teraz? - Adrian uniósł mój podbródek, a jego oczy śledziły dokładnie moje. 

- Adrian, tamtej mnie już nie ma i nigdy nie będzie. - wzruszyłam ramionami, odstawiając kubek na stół. Poprawiłam się na kanapie, siadając na piętach i mocniej okrywając się kocem, który dała mi brunetka przed swoim nagłym zniknięciem. - Po prostu, gdy w poprzednie wakacje małżeństwo moich rodziców się rozpadło wszystko straciło dla mnie sens. Wiesz, że zawsze miałam dobre kontakty z ojcem, byłam jego oczkiem w głowie aż do tamtego momentu. - wyrzuciłam z siebie, pod bacznym spojrzeniem bruneta, który posłał mi pokrzepiający uśmiech. Wiedział ile znaczy dla mnie ta rozmowa albo chociaż próbował zrozumieć, przecież rzadko kto teraz w dwudziestym pierwszym wieku ma tak dobre relacje z rodzicami. - Czułam się taka... Nie wiem niepotrzebna, odstawiona w kąt? Po prostu byłam pewna, że zależy mu na mnie i, że naprawdę mnie kocha, a potem nagle znika z dnia na dzień. - chłopak przysunął się bliżej i objął moje, drżące ciało ramionami, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że płakałam. Rozbeczałam się jak małe dziecko, choć udawałam każdego dnia jak silna jestem i jak mało obchodzi mnie ten temat. To tylko ukazuje jak słaba jestem w porównaniu do poprzednich lat.

- Shh.. - uciszył mnie i ułożył podbródek na mojej głowie. Wtulił mnie w swoje ciało mocniej, w ogóle nie przejmując się, że mocze mu koszulkę. Po salonie niedługo potem rozniósł się dźwięk wiadomości, a ja oderwałam się od chłopaka, przeklinając w myślach, że się przed nim rozkleiłam. Mój towarzysz posłał mi przepraszający uśmiech i wyjął telefon, a następnie przewrócił oczami i odrzucił telefon na fotel naprzeciwko, znów mnie przytulając. Wytarłam policzki i uniosłam delikatnie głowę, mówiąc ciche dziękuje. Rzeczywiście było mi lżej. - Agnieszka napisała, że mam cie przeprosić i, że ona będzie za godzinę, bo coś jej wypadło. - poczułam jak mój dobry nastrój, jeśli w ogóle mi on dzisiaj towarzyszył wyparowuje. Pociągnęłam nosem i oderwała się od ciepłej bluzy, wstając. 

- W takim razie pójdę już, nie będe siedzieć ci na głowie. - uśmiechnełam się do bruneta, ale ten skrzywił się nieznacznie, dzięki czemu zrozumiałam, że z tego wyszedł bardziej grymas niż szczery, dziękujący uśmiech. Ruszyłam do drzwi, ale zaczem wyszłam nawet z pomieszczenia poczułam uścisk na nadgarstku, więc odwróciłam się, napotykając zatroskany wzrok. 

- Zostań, Agnieszce będzie przykro jeśli wyjdziesz. - powiedział, obserwując moją reakcję, a gdy otworzyłam usta, by coś powiedzieć ten mi przerwał. - Możemy zrobić teraz akurat pierwszą lekcję francuskiego. - uśmiechnął się i pociągnął mnie w stronę schodów nie czekając na moją odpowiedz, a ja nie wiedzieć czemu nie zareagowałam mimo, że miałam wielką chęć wrócić teraz do domu. 

***

- Adrian skup się, do cholery. - rzuciłam zirytowana po raz piąty w ciągu ostatniej godziny, patrząc mu gniewnie w oczy. Chłopak uśmiechnął się, po chwili oblizując dolną wargę. On robił to specjalnie i ja dobrze o tym wiedziałam, ale nie potrafiłam, a może i nie chciałam się na to uodpornić. Postanowiłam o tym jednak nie myśleć, bo to zawsze prowadziło u mnie do poplątanych wniosków, które wszystko komplikowały, a ja tych komplikacji miałam zdecydowanie za dużo. 

- Nie chciałabyś zmienić tego co o tobie mówią? - zadał pytanie kompletnie wyrwane z kontekstu, bo przecież uczyliśmy się francuskiego, ale doskonale, a nawet powiedziałabym za dobrze wiedziałam o czym mówił. Otworzyłam usta, by zmienić temat, ale po chwili jednak je zamknęłam, bo wiedziałam, że brunet będzie mnie męczył tak długo aż pozna odpowiedz. 

- A co to za różnica? Przecież, żeby to zmienić musiałabym co najmniej nałożyć tonę pudru na twarz i króciutką spódniczkę na tyłek, która ledwo, by go zasłaniała, a na to - przepraszam bardzo - mnie nie namówisz. - rzuciłam z ostrzegawcza miną, by nawet o tym nie myślał, a gdy uśmiechnął się z rozbawieniem, wiedziałam, że jego pomysł nie polegał na tym.

- Nie miałbym nic przeciwko co do tej spódniczki, bo wyglądałabyś w niej seksownie, ale uważam, że nawet w wyciągniętych swetrach wyglądasz idealnie. - rzucił, puszczając mi oczko, a ja czułam jak moje policzki przybierają kolor rubinu, ale mimo to uniosłam brew z udawaną, obrażoną miną, przez co on zmarszczył brwi. 

- Masz coś do moich powyciąganych swetrów, przepraszam bardzo? - zapytałam z zacięta miną, a gdy ten chciał wypowiedzieć jakieś słowa, złapałam poduszkę i uderzyłam go nią, a on uniósł brew kompletnie zaskoczony moimi czynami. - Jeszcze nie skończyłam i nie mówi się bez pozwolenia. - uśmiechnęłam się, łapiąc kolejny materiał wypchany piórami i przysunęłam się bliżej chłopaka. - Jeśli to się powtórzy, nie zawaham się wymyślić ci jakieś kary. - uniosłam pewnie podbródek , ale wewnątrz pękałam ze śmiechu, bo jego wcześniejsza mimika twarzy była rozbrajająca. 

- Zaraz to ciebie będzie czekać kara jeśli nie przestaniesz. - wymruczał pewnie, a ja wręcz poczułam jak moje ciśnienie skacze do maksimum przez chrypkę z jaką to wypowiedział. Uniosłam rękę z poduszką, udając niewzruszoną i, gdy chciałam nią rzucić w Adriana, ten złapał moja dłoń i popchnął mnie do tyłu, przez co z pozycji siedzącej znalazłam się w pozycji leżącej. - - I teraz to ciebie czeka kara. - rzucił, siadając na moich biodrach i łapiąc moje nadgarstki jedną ręką, następnie umieszczając je nad moja głową. Rozłożył moje palce, które dalej były zaczepione na materiale i wyrzucił poduszkę za siebie, która poleciała w stronę drzwi. Brunet już chciał coś powiedzieć, gdy oboje obróciliśmy głowy, słysząc charakterystyczne kurwa.

- Zostawiam was na godzinę, a potem znajduje w łóżku i jeszcze dostaje poduszką? - głos Agnieszki, sprawił, że Adrian parsknął śmiechem, a ja wykorzystując jego nieuwagę zepchnęłam go z siebie i zdając siebie sprawę jak to wyglądało, ukryłam policzki we włosach, bo przybrały kolor purpury. Brunet spojrzał na mnie i wydął dolną wargę. 

- Zepsułaś moment. - rzucił do siostry, a ta uniosła brew i popatrzyła na mnie, lustrując moją twarz. Pewnie wyglądałam idiotycznie z roztrzepanymi włosami i zaróżowionymi polikami, ale nie przejęłam się tym i posłałam jej niepewny uśmiech, wiedząc, że teraz pewnie po jej głowie krążą myśli na temat tego co nasz łączy. Jej spojrzenie po chwili przeniosło się na Adriana, a ten westchnął. - Lepiej powiedz gdzie byłaś. - rzucił z łobuzerskim uśmiechem, wiedząc, że to idealna szansa na zmianę tematu, a ja kiwnęłam głową i spojrzałam na dziewczynę z uniesiona brwią.

- Nie ważne. - machnęła ręką, a, gdy chciałam coś powiedzieć uniosła dłoń. - Dowiesz się w swoim czasie, obiecuję. A teraz idę się przebrać i wezmę prysznic. Ty też to zrób, a potem pooglądamy jakieś filmy, odrobimy lekcje i pogadamy. - wyszła, uśmiechając się, a ja westchnęłam patrząc na Adriana, który uśmiechnął się do mnie i zmniejszył odległość między nami, całując mój policzek, który zaraz pokrył się różem, a chłopak widząc to ponowił całus na drugim, który również przybrał ten sam odcień. 

- To podziękowanie za lekcje francuskiego. - powiedział i wskazał na drzwi łazienki, znajdujące się w tym samym pokoju. - Weź prysznic tutaj, na dole jest coś z umywalką. - kiwnęłam głowa, chcąc udać się na dół po jakieś ciuchy, ale brunet jakby czytając mi w myślach, zatrzymał mnie ręką i ruszył do szafy, wyciągając z niej długą bokserkę. Uniosłam brew, a ten wzruszył ramionami. - Po prostu trzymaj.

Z każdą chwilą coraz bardziej mam ochotę złamać swoje postanowienie i naprawdę mocno przemyśleć to co się dzieję, bo czuję, że to się źle skończy. 

*** 

Siedziałam przy hebanowym biurku, patrząc się w sufit i zastawiając się nad ostatnim, piątym zadaniem z matematyki. Agnieszka siedziała natomiast za mną na łóżku, gapiąc się w telefon i namiętnie odpisując na wiadomości od jakieś chłopaka. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to właśnie dla niego dzisiejszego dnia zostawiła mnie i zniknęła z domu, ale zapewne powie mi - tak jak obiecała - w swoim czasie. Przeniosłam spojrzenie na zeszyt, przeklinając profesorkę jak i moją, kochaną przyjaciółkę, która ani myślała mi pomóc. Ona miała już dawno odrobione te pieprzone ćwiczenia, ale jak to powiedziała nie da mi przepisać, bo to mnie nigdzie nie zaprowadzi. Ta, jakby kolejna jedynka miała mnie zaprowadzić na szczyt. Choć może jednak? Może pobije rekord guinnessa na liczbę pał w dzienniku w czasie jednego semestru? 

Przewróciłam oczami rozbawiona swoimi idiotycznymi myślami, a widząc, że brunetka jest tak zajęta swoją komórką, chwyciłam swojego samsunga, chcąc znaleźć rozwiązanie na internecie tak jak robiłam to dotąd, ale moją uwagę przykuła wiadomość, która pojawiła się na pasku powiadomień zaraz po wpisaniu hasła odblokowującego. Uniosłam brew, bo skoro Aga siedziała tutaj, a moja rodzicielka wiedziała gdzie jestem to oznaczało, że to nie one, a od innych osób nie dostawałam nigdy wiadomości. 

Stukam palcem w odpowiednie miejsce, a widząc ciąg nieznanych mi cyfr, jestem jeszcze bardziej zdezorientowana niż wcześniej. 

Od: Nieznany
Przepraszam...

Unoszę brew i wstaje, podchodząc do przyjaciółki i trząsam jej ramieniem, a gdy ta odrywa spojrzenie od telefonu, klikam w odpowiedni miejsce tak, by wyświetlił mi się numer, a gdy się on pojawia, pokazuje go dziewczynie. Widzę jak przez jej twarz przebiega cień uśmiechu, ale zaraz zastępuje go wyprana z emocji mimika twarzy i gest wzruszenia ramion. Patrzę na nią z uniesioną brwią, ale ta jakby nigdy nic wraca do pisania wiadomości. Wzdycham i udaje się do pokoju jej brata, naprzeciwko. Otwieram drzwi, a widząc, że Adrian stoi tyłem do mnie i właśnie ma zdejmować spodnie, odwracam się natychmiast i rzucam głośne przepraszam. Ten śmieje się tylko i już po chwili czuję jego ręce na swoich biodrach. 

- Nic się nie stało. - szepcze przy moim uchu, a ja czuję jak moje nogi nagle się uginają, ale ignoruje to i odwracam się do chłopaka, pokazując mu ciąg liter na ekranie komórki. - Numer zdaje się znajomy. - mówi, rozumieją cod razu o co chce zapytać i chwyta swojego iPhona leżącego na biurku, przeszukując za pewne książkę telefoniczną. Mija chwila, gdy patrzy na mnie z zaciśnięta szczęką i mordem w oczach, przez co czuję nagle jak robi mi się słabo, bo nie wiem co tak bardzo zdenerwowało bruneta, ale chyba nie chciałam poznać odpowiedzi. - Justin...

 ***



Cześć kochani!
Wybaczcie, że była tak duża przerwa od ostatniego rozdziału, ale jestem zawalona nauką, a do tego... zresztą nie ważne, nie będe pisać Wam dlaczego, bo to nie jest i tak dobrym usprawiedliwieniem, a większość z Was i tak nie zwróci na to uwagi, więc powiem po prostu PRZEPRASZAM I OBIECUJE POPRAWĘ!

Zapraszam również: https://www.wattpad.com/story/100120742-two-faces-zayn-malik :)

czwartek, 23 lutego 2017

Rozdział 3

Siedziałam w ostatniej ławce sali matematycznej, udając, że słucham nauczycielki, a jej słowa są interesujące, co było kompletnym kłamstwem. Pani Morten była osobą, która lubiła sobie pogadać, więc wykorzystywała do tego lekcji, a każdy temat tłumaczyła tysiąc razy dłużej niż zrobiłby to inny matematyk. Nawiasem tylko wspomnę, że mimo to nadal nie rozumiałam ponad połowy materiału. Moja ręka błądziła po ostatniej kartce zeszytu, rysując za pomocą kolorowego markera wymyślne wzroki, a mój umysł wcale nie przejmował się tym, że profesorka może mi przy najbliższym sprawdzaniu zeszytów, wstawić za to jedynkę, gdyż uważała, że takie rzeczy źle świadczą o uczniu. Szczerze w tej chwili, gdy mój stopień 
samopoczucia stanowił zero, było mi to obojętne, a wątpię, by kolejna pała cokolwiek zmieniła. Przebiegłam wzrokiem po klasie, w między czasie zerkając na zegarek i z ulga stwierdziłam, że zostało nie całe pięć minut do końca lekcji, a kolejne dwie miałam razem z Agnieszką, więc byłam pewna, że jakoś to przeżyje. 

- Nie przeszkadzam ci w czymś, panienko? - usłyszałam nad sobą mocny i chrapliwy głos nauczycielki, której tak bardzo nie lubiłam i oczywiście ze wzajemnością. Morten zawsze robiła wszystko, by mnie dobić i naprawdę coraz częściej zastanawiałam się co ten jej mąż w niej widzi i czy przypadkiem to nie zwykła bujda, a nasza kochana profesorka jest starą panną. Uniosłam na nią znudzony wzrok i doskonale wiedziałam, że spojrzenia innych uczniów w sali spoczęły na mnie i kobiecie nade mną. 

- Oczywiście, że nie. - uśmiechnęłam się sztucznie, ale zazwyczaj nikt nie dostrzegał różnicy pomiędzy moimi, prawdziwymi grymasami, a tymi wymuszonymi. Cieszyłam się, bo to oznaczało, że nadal mogłam udawać tą osobą, którą byłam kiedyś. Tą wesołą, miłą i urokliwą brunetkę, która wierzyła w siebie i w swoje atuty. Profesorka zmrużyła oczy i już wiedziałam, że mi nie odpuści, ale ktoś, a raczej coś zepsuło jej plany i w tym samym momencie, gdy otworzyła usta, by wymówić kolejne zdanie, rozgrzmiał dzwonek. Wrzuciłam rzeczy do torby, nawet nie przejmując się, by je poukładać, bo i tak połowę rzeczy z niej miało zaraz wylądować w szafce na korytarzu i ze zgryźliwym jak i tym razem prawdziwym uśmieszkiem, dorzuciłam kolejne zdanie. - Miłego dnia, pani Morten. 

Wyszłam z sali, jako jedna z pierwszych, bo naprawdę twarz tej kobiety doprowadzała mnie do szału i wolnym, znudzonym krokiem ruszyłam w odpowiednim kierunku, prowadzącym do mojej szafki. Upuściłam spojrzenie na swoje buty, gdy tylko zauważyłam jak kilka nastolatków, rzuca we mnie wyzwiskami. Miałam tego dosyć i naprawdę jedyne o czym marzyłam to ciepły, rodzinny dom i równie wygodne łóżko. Wyjęłam z kieszeni telefon i zaraz przeklęłam siebie samą w myślach, gdy moje ciało zderzyło się z czymś twardym. Moja torba zsunęła się z mojego ramienia, a kilka rzeczy wypadło z niej i upadło na podłogę. 

- Przepraszam. - rzuciłam, nawet nie patrząc na osobę przede mną i kucnęłam zbierając książki. Po chwili obok mnie pojawiła się druga ręka i wtedy uniosłam spojrzenie, natrafiając na znane mi brązowe oczy i włosy. - Adrian. - uśmiechnęłam się ciepło do brata mojej najlepszej przyjaciółki, który od razu to odwzajemnił i podniósł się, podając mi rękę, by pomóc mi wstać. Kiwnęłam głową i złapałam dłoń, po chwili stając na równe nogi. - Dawno cię nie widziałam.

- Byłem na wymianie między szkolnej, którą dwa razy przedłużałem, więc nie było mnie w kraju ponad pół roku. - uśmiechnął się ciepło, a jego tęczówki skanowały moja twarz. Podał mi książki, a ja kiwnęłam głową w podzięce. - Słyszałem, że wiele się tutaj zmieniło od początku roku. - dodał, rozglądając się i posyłając chłodne spojrzenia kilku osobą, które przerwały swoje zajęcia, by na nas popatrzeć. No cóż rzadko się zdarzało, by szkolny wyrzutek rozmawiał z kimś kto był jednym z ulubieńców całej szkoły.

- Wiele. - przytaknęłam smutno i ominęłam chłopaka, ruszając we wcześniejszym kierunku, wiedząc, że zaraz zadzwoni dzwonek. Wiedziałam, że on już najprawdopodobniej wiedział jak wygląda moja reputacja w szkole, za co było mi trochę wstyd. Zdziwiłam się, gdy urokliwy brunet dotrzymał mi kroku i oparł się o szafki lewym ramieniem, gdy przystanęłam przy swojej. Jego oczy dalej skanowały moją twarz, więc zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego. - Mam coś na twarzy?

- Nie, po prostu wyładniałaś od czasu, gdy widziałem cię po raz ostatni. - odezwał się, a moje policzki spłynęły rumieńcem, który spróbowałam zakryć włosami, ale sadząc po chichocie, który wydobył się z ust nastolatka, nie udało mi się to. - Nie ukrywaj się, do twarzy ci z zaróżowionymi polikami. - dodał, a jego palce przebiegły po mojej skórze i odgarnęły kosmyki włosów, przez co znowu mógł zauważyć róż na mojej twarzy. Czułam spojrzenia wszystkich osób wokół na sobie, ale hipnotyzujące oczy mojego towarzysza sprawiały, że nawet się tym nie przejęłam. - Masz teraz lekcje z Agą? Stęskniłem się za nią, ale jej tego nie mów. - przyznał, chichocząc, przez co i z moich ust wydobył się śmiech. Adrian i moja przyjaciółka było bardzo zgranym rodzeństwem, a mocną więź po między nimi można było wyczuć z daleka. 

- Słyszałam, ale w tajemnicy ci powiem, że ja za tobą też. - obok nas jakby znikąd pojawiła się brunetka i rzuciła się na swojego brata, prawie go przewalając. - Miałeś wrócić jutto. - wytknęłam, wtulając się w niego, a ja uśmiechnęłam się rozczulona, bo cudownie było widzieć, jak oczy dziewczyny zaświeciły się. Sama miałam siostrę, ale moje kontakty z nią nie były tak idealne i bardzo często się kłóciliśmy, ale mimo wszystko mocna ją kochałam. 

- Postanowiłem zrobić ci niespodziankę. - rzucił, po chwili się od niej odsuwając i skanując jej w twarz. - Ty też wyładniałaś. - uśmiechnął się, a ja odsunęłam się lekko i wrzuciłam książki do szafki i wyjęłam dwie, inne do francuskiego. Jeden z moich ulubionych przedmiotów, który prowadził miły profesor Witch. Był starszym, uprzejmym mężczyzna i to właśnie on zaraził mnie miłością do Francji i wszystkiego co z nią związane. - Francuski? - uniósł brew Adrian, a ja kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się. - O właśnie skoro już o tym mowa, potrzebuje korepetycji. - rzucił, patrząc na mnie, a ja otworzyłam usta w szoku. - Słyszałem, że umiesz wiele rzeczy, które ja teraz przerabiam na zajęciach, a ja nie mam po prostu głowy do tego języka i jestem sporo do tyłu. - podrapał się niezręcznie po karku, a ja kiwnęłam głową z delikatnym uśmiechem. Brunet odwzajemnił grymas, a jego oczy napotkały moje i złapaliśmy krótki kontakt wzrokowy. 

- Okey, postaram ci się pomóc. - wzruszyłam ramionami i, gdy tylko zadzwonił dzwonek, pożegnałam się oraz ruszyłam samotnie do sali, bo Agnieszka postanowiła się zwolnić, by spędzić trochę czasu z bratem, jednak nasze, poprzednie plany się nie zmieniły i umówiliśmy się, że wpadnę do niej zaraz po lekcjach, mimo, że Adrian będzie w domu. 

***

Jedynym minusem dwugodzinnego francuskiego, jest to, że jest to jeden z czterech przedmiotów, który muszę spędzać w jednej sali z moim, największym prześladowcą. Profesor nigdy nie pozwala mnie wyzywać i twardo stąpa po ziemi, więc rzadko kiedy Justin pozwala sobie na jakiekolwiek dogrywki w moim kierunku, ale i tak samo patrzenie na niego, sprawia mi ból. Siedziałam w trzeciej ławce od biurka nauczyciela, gdyż ostatnie dwie, gdzie lubiłam zawsze się usadawiać, były zajęte. Wpatrywałam się w nauczyciela, słuchając uważnie jego słów, gdy nagle drzwi otworzyły się z charakterystycznym dźwiękiem, a do pomieszczania wpadł zdyszany Chaz. 

- Przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymała mnie dyrektorka. - rzucił, próbując złapać oddech. Nie żeby coś, ale to nie wyglądało jakby naprawdę zatrzymała go dyrekcja, tylko jakby był po solidnym biegu, więc zapewne palił papierosy za szkołą i po prostu stracił poczucie czasu, tym samym wpadając dopiero na drugą godzinę przedmiotu. Wiedziałam, że profesor ma podobne zdanie, ale kiwnął głową. Chłopak ruszył do ostatniej ławek, gdzie siedział Ryan, ale głos mężczyzny go zatrzymał. 

- Dobrze, ale przez swoje spóźnienie dzisiaj siądziesz ze Styles. - zastygłam na słowa profesora i patrzyłam na niego błagalnym spojrzeniem, by jednak cofnął swoja decyzję, ale on udawał, że wcale tego nie widzi, przez co przewróciłam oczami. Za co los tak mnie nienawidzi? Po sali rozniosły się gwizdy, ale uciszyły się, gdy tylko Somers rzucił im chłodne spojrzenia. Przeniosłam wzrok na książkę, udając, że mało mnie to obchodzi, ale kątem oka widziałam jak Justin szepcze coś do Chaza na co ten wywraca oczami i po chwili zajmuje miejsce obok mnie. Profesor zaczyna tłumaczyć kilkanaście rzeczy i mija kilka minut, zaczem przerywa swój wykład, zadając do zrobienia nam kilka zadań na ocenę.

- Mogę robić te zadania z tobą, bo zapomniałem książki? - słyszę głos Somersa, więc przenoszę na niego wzrok i bez słowa przesuwam podręcznik w jego stronę. Chłopak kiwa głową w podzięce, a ja czuje na sobie uciążliwe spojrzenie Justina, ale ignoruje je i otwieram zeszyt. Wpisuję numer ćwiczenia i zaczynam uzupełniać luki, gdy tylko kończę pokazuje kartkę nauczycielu, który kiwa głową z uznaniem i wstawia mi do dziennika piątkę. Widzę jak chłopak obok śledzi moje ruchy i wytrzeszcza oczy, gdy zauważa, że zajęło mi to niecałe pięć minut. - Dobra jesteś. - mówi po chwili, gdy profesor odwraca się do tablicy. 

- Dzięki. - mówię, gdy tylko przyswajam jego słowa. Nie wiem jak mam odebrać miły ton, jak i słowa, bo dotąd Somers miał mnie kompletnie gdzieś, a teraz nagle staje się wobec mnie uprzejmy? Nie jestem osobą mściwą, więc posyłam mu słaby uśmiech, a gdy tylko dzwoni dzwonek wrzucam do torby piórnik i wstaje, omijając Chaza i ruszając do wyjścia. Staje przy szafce i wrzucam tam niepotrzebne rzeczy, po czym rozglądam się po korytarzu. Opieram głową o zimna powierzchnię, gdy tylko widzę, że jest on już pusty i zamykam oczy. 

Moje ciało przechodzą dreszcze, gdy uświadamiam sobie, że coraz mniej czasu zostało do operacji mojej mamy, która ma się odbyć za dwa tygodnie. Moja rodzicielka od dwóch lat ma problemy z nogą i cholernie, długo czekała na to, by wreszcie móc normalnie chodzić. Wiem jakie to dla niej ważne i wiem, że załamie się, gdy tylko się to nie uda, a lekarze dają około siedemdziesiąt - osiem procent, że operacja się powiedzie. To duża liczba, ale ja nadal boję się, że coś pójdzie nie tak i będę musiała patrzeć, jak wylewa ona na osobności łzy, a przy mnie i Karolci udaje szczęśliwa. Tak samo było, gdy rozstała się z ojcem, udawała tryskającą życiem, gdy tak naprawdę była wrakiem człowieka. Nie dam rady przechodzić przez to ponownie, więc chyba jedyne co mi pozostało to o tym na razie nie myśleć. 

- Wszystko w porządku? - czuje na ramieniu uścisk, przez co podskakuje i otwieram oczy. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę, że po moich policzkach spłynęło kilka łez, więc wycieram je szybko i ze sztucznym uśmiechem odwracam się do osoby za mną. Dziękuje sobie w myślach, że nie mam na sobie dzisiaj, jak i zazwyczaj makijażu, bo cała, moja twarz byłabym teraz w tuszu do rzęs. 

- Tak, dzięki. - rzucam do Somersa i rozglądam się wokół, ale z ulga stwierdzam, że jesteśmy jedynymi osobami na korytarzu, ale co się dziwić jest już po piętnastej i tylko my, trzecia klasa mamy zajęcia we wtorki do tej godziny, ale zbytnio mi to nie przeszkadza, bo naprawdę uwielbiam francuski. Mam tylko nadzieję, że Chaz odpuści sobie rozsiewanie plotek i zostawi tą sytuację dla siebie. 

- Przecież widzę, że płakałaś. - odzywa się i przygląda mi się badawczo. Odwracam wzrok, gdy czuje się skrępowana i przeklinam w myślach swoje szczęście do spotykania nieodpowiednich osób w nieodpowiednim czasie. Czemu do cholery, teraz nagle on chce mi pomagać, gdy przez ostatnie półtora roku miał mnie w dupie? Chyba nigdy nie zrozumiem toku myślenia ludzi, a szczególnie naszej, szkolnej elity. Zamykam szafkę i zasuwam torbę, która wylądowała na podłodze kilka minut temu i wieszam ją na ramieniu, dopiero wtedy odpowiadając. 

- Wybacz Chaz, ale jesteś ostatnią osobą, której mogłabym się zwierzyć. – mówię wymijająco, choć to raczej Justin byłby ostatni na tej liście, ale nie mam ochoty o nim myśleć, a tym bardziej mówić. Odwracam się, ale zaczem zdążę to zrobić, słyszę jeszcze kilka słów z ust chłopaka. 

- Wiem, że jestem dupkiem, ale jakby coś wiesz, gdzie mnie szukać. - posyłam mu mały uśmiech i kiwam głową, tym razem na dobre odchodząc.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Rozdział 2

Opieram się o ścianę, podrzucając w ręku telefon. Zostało jeszcze jakieś pięć minut przerwy obiadowej, którą mogłabym spędzić na stołówce z Agnieszką, ale wiedziałam, że tam w każdej chwili mogę stać się ofiarą jakiegoś żartu, a tego dzisiaj bym niewytrzymała. Byłam za bardzo zdenerwowana sprawą z moją mamą, by jeszcze użerać się z docinkami. Czułam, że moje ciało lekko drżało, a palce stukały niecierpliwie o podłogę. W mojej głowie po raz kolejny pojawiło się pytanie po co komu tak długie przerwy obiadowe? U nas w Polsce plan przerw był zbudowany kompletnie inaczej, więc, gdy tylko tutaj przyjechałam było mi trudno dostosować się do tego jak i wielu innych, różniących się rzeczy. W dodatku tutaj nie ma czegoś takiego jak gimnazjum czy liceum, tylko nauka dwunastu klas i oczywiście potem koledż. Kiedyś nauka tutaj, w Kanadzie była moim marzeniem, ale to chyba normalne. Każdy prawdopodobnie ma takie marzenie, by spróbować żyć według innych zasad, ale teraz, gdy jestem tutaj to miasto nie wydaje się już tak piękne i niezwykłe jak w opisach innych ludzi czy na zdjęciach. To nieprawda, że tutaj wszyscy się lubią i żyją w zgodzie, nawet wręcz przeciwnie.

- Kogo moje, piękne oczy widzą, Paula! - usłyszałam piskliwy i cienki głos, który zmusił mnie oderwania się od własnych myśli i do uniesienia głowy, ale zaraz tego pożałowałam, gdyż widok tak bardzo znienawidzonej twarzy w tonie tapety sprawił, że miałam ochotę zwymiotować. Stała przede mną właśnie Daisy, jedna z kilkudziesięciu cheerleaderek, która znana była doskonale w całym budynku i zapewne nie miałabym nic do tego, gdyby nie to, że swoją popularność zdobyła przez puszczalstwo. To właśnie ona obróciła moje życie do góry nogami ze strachu przed utratą swojej pozycji. To śmieszne ile człowiek jest gotów zrobić, by stać się lepszym od innych. - Nie siedzisz na stołówce ze swoją psiapsiółą? Odchudzasz się, tak? Rozumiem, przyda ci się to.

- Nie takie pięknie, szczególnie z tym rozmazanym makijażem. - mówię, mając na myśli jej tęczówki i rozmazaną na policzkach w małych ilościach maskarę. Nie przejmuje się jej uwagą na temat mojej wagi, bo wiem, że jest w porządku, a ja w przeciwieństwie do niej nie uważam wystawania kości za coś fajnego. Po chwili blondynka wytrzeszcza oczy i zaczyna gorączkowo grzebać w torebce, a ja przewracam oczami, bo jak wielką idiotką trzeba być, by tak bardzo przejmować się makijażem? Ja rozumiem, że można chcieć dobrze wyglądać, ale chyba lepsza jest minimalna niedoskonałość niż sztuczna idealność? Przecież fluid i inne upiększacie trzeba i tak kiedyś zmyć, a co wtedy? - Co się stało, że zawsze pani idealna, dzisiaj wygląda tak bardzo źle? - kpię.

- Nie pozwalaj sobie, dziwko! - syczy, mrużąc na mnie oczy. Unoszę brew, śmiejąc się pod nosem, gdy robi się poddenerwowana i szybko wyciera ślady z pod oczu. - I tak na pewno nie wyglądasz lepiej, a rozmazałam się, bo miałam bardzo ciężką godzinę, no wiesz kogoś takiego jak Justin nie zaspokaja się jednym razem. - ona zaczyna śmieje się, ale ja nie robię sobie z tego nic, bo jeśli jej ideałem piękna jest sztuczna twarz i ciuchy, który więcej odkrywają niż zakrywają to jej słowa są mi obojętne. Zresztą cała jej osoba jest mi obojętna, a już tym bardziej to co robi z chłopakiem, którego tak bardzo nienawidzę. Mimo wszystko nie mam zamiaru zostawić jej bez odpowiedzi, tej satysfakcji jej nie dam. 

- Ja nawet wstając rano wyglądam lepiej niż ty w pełnym makijażu, a wiesz dlaczego? Bo akceptuje całą siebie bez względu na wszystko i rozumiem, że przesadny makijaż nigdy nie jest ładny i zaczem powiesz, że się nie znam i wyzwiesz mnie od najgorszych, odsuń się o dwa kroki, bo nie chce się ubrudzić. A co do tej twojej pracowitej godziny, to może po prostu ty nie potrafisz zaspokoić go jednym razem albo już mu się znudziłaś? - rzucam, a widząc, że cała jej twarz robi się czerwona wiem, że trafiłam w czuły punkt. To jasne, że Justin nie jest chłopakiem, który ogranicza się do jednej, a Daisy jest jedną z kilkudziesięciu, tylko chyba ona jeszcze nie pogodziła się z tym, że nie jest jedyną na tym świecie. - Złość piękności szkodzi, kochanie. - szydzę z niej.

- Po ty potrafiłabyś? Nawet, by na ciebie nie spojrzał pod tym względem. - uśmiecha się, myśląc prawdopodobnie, że robi mi to różnice. - Zresztą kto, by spojrzał. - dodaje, ale ku jej nie zadowoleniu, ja odpowiadam jej złośliwym uśmieszkiem. Odpycham się od ściany, gdy widzę, że na końcu korytarza pojawia się znienawidzony przeze mnie brunet i jego zgraja. Nie mam ochoty na spotkanie z nimi, więc postanawiam jak najszybciej zakończyć tą beznadziejną i bezsensowną rozmowę.

- Po pierwsze mam w dupie pod jakim względem na mnie patrzy i ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem idiotką, która poleci na jego wygląd, kasę i miliony innych tak bardzo idealnych rzeczy. - mówię, a mój głos aż ocieka sarkazmem, ale o to mi właśnie chodzi. - Po drugie ja w przeciwieństwie do ciebie się szanuje i nie padam na kolana przed pierwszym, lepszym, popularnym chłopakiem. Po trzecie gdybyś nie uważała mnie za konkurentkę nie zniszczyłabyś mi życia, a po czwarte zastanów się czy warto marnować życie na kogoś kto ma cię tak głęboko gdzieś i potrzebna jesteś mu tylko do jednego, bo ja myślę, że nie, a teraz wybacz, ale ja w przeciwieństwie do ciebie mam ważniejsze sprawy niż uprzykrzanie innym życia. - mówię, odwracając się i ruszając do odpowiedniej sali lekcyjnej, gdyż do dzwonka została minuta, ale po chwili odwracam się ponownie i nie zwracając uwagi na zmarszczone brwi Biebera, uśmiecham się złośliwie. - Ach i zapomniałam, jedyną dziwkę jaką widzę w odległości kilkunastu metrów jesteś ty i zaczem kolejny raz tak mnie nazwiesz, sprawdź znaczenie tego słowa w słowniku. - puszczam jej oczko i z dumnie uniesioną głową, znikam za zakrętem i wbiegam po schodach, zaczynając ostatnią lekcję chemii.  

***

Wychodzę ze szkoły, równo o czternastej. Z mojego ramienia zwisa torba, a wzrok przeszukuje parking. Wzdycham i opieram się o murek, gdyż moja mama ma po mnie przyjechać. To dzisiaj ma wizytę u lekarza, a ja nie mam zamiaru zostawić jej z tym samem. Wiem, że pracę powinna skończyć jakieś pięć minut temu, więc dojazd zapewne jeszcze chwile jej zajmie. Żałuje tylko, że nie poprosiłam Agnieszki, by ze mną poczekała. Wzdycham, gdy wiatr rozwiewa moje włosy i sięgam po gumkę, spinając wszystkie kosmyki do tyłu. Dzisiejszy dzień mimo słońca nie należy co ciepłych, ale to i dobrze. Miałam dosyć ostatniego tygodnia strasznej duchoty.

- Co powiedziałaś, Daisy? - Słyszę za sobą znany mi głos, ale nie odwracam głowy. Nie widzę takiej potrzeby. Czuję, że na mnie patrzy, a jego wzrok wypala dziurę w moim policzku, ale i tak nie zaszczycam go spojrzeniem. Przełykam ślinę, bo znając tą szmatę, mogła nagadać mu wiele głupot i to ja za to oberwę. Przewracam oczami, gdy czuje jego rękę na moim ramieniu. Wiem, że chce bym na niego spojrzała, ale mimo wszystko i tak tego nie robię.

- Nic, co powinno cię obchodzić. - rzuciłam, przebiegając palcami po twarzy i oblizując usta, z których po chwili wyleciał ledwo słyszalny syk, gdy brunet mocniej ścisnął moje ramie. Wymruczał coś w stylu gadaj, a ja zagryzłam wargę, by się nie rozpłakać. Miałam dzisiaj zdecydowanie za dużo emocji w sobie, ale nie mogłam pokazać mu słabości. - Mówiła coś o tym, że niby się odchudzam i inne, debilne rzeczy, więc jej odpyskowałam, by zajęła się sobą. - rzuciłam, a gdy zobaczyłam jak znajomy samochód wjeżdża na parking szkolny, wstałam. Strzepałam dłoń chłopaka z ramienia i ruszyłam w jego kierunku, nawet się nie oglądając. Ominęłam trochę w naszej rozmowie, ale kim on jest, by się we wszystko wtrącać? Odrzuciłam od siebie wszystkie myśli, bo miałam teraz ważniejsze sprawy niż to. Wsiadłam do pojazdu i zapinając pasy, przywitałam się z rodzicielką. - Jak dzień?

 - Dobrze, dużo pracy, ale jest w porządku. - uśmiechnęła się, ale wiedziałam, że była zestresowana. Pokiwałam głową, odwzajemniają grymas i odwróciłam się do okna. Nie minęło długo, gdy wyjechałyśmy ze szkolnego terenu, włączając się do ruchu. Włączyłam radio, nie przejmując się, że do przychodni jest tylko dwie minuty drogi stąd. Już po chwili z głośników zaczęło DNCE, a ja z uśmiechem zaczęłam podśpiewywać. Kochałam ich muzykę. 

They say you like the torture honey
But don't forget the whip
My left hand's getting loose
But don't let me slip
You said you got some handcuffs
We'll throw out the key
I don't need a safe word
But you don't gotta save me 

Mówią, że to jak tortura kochanie
Ale nie zapomnij o biczu
Moja lewa ręka jest coraz bardziej luźna
Ale nie pozwól mi się poślizgnąć
Mówiłaś, że masz jakieś kajdanki
Będziemy musieli wyrzucić klucz
Nie potrzebuję bezpiecznego słowa
Nie musisz mnie ratować 

If pain's what you like
Torture me all night 

Jeśli ból jest taki jaki lubisz
Torturuj mnie całą noc 

Keep on burnin'
Love how you keep me hurting
So ooh-ooh be mean, be mean to me
Be mean to me
With that body, you got the right to get naughty
So ooh-ooh be mean, be mean to me
Be mean to me 

Kontynuuj spalanie
Uwielbiam jak mnie ranisz
Więc ooh-ooh bądź złośliwa, bądź złośliwa dla mnie
Bądź złośliwa dla mnie
Z tym ciałem, masz prawo by być niegrzeczną
Więc ooh-ooh bądź złośliwa, bądź złośliwa dla mnie
Bądź złośliwa dla mnie 

Mama pokręciła głową na znaczenie słów, a ja tylko się zaśmiałam. Rozejrzałam się wokół, znałam tą ulicę doskonale. Kiedyś razem z moją rodzicielką bywaliśmy tu często, bo chodziła ona na rehabilitację, w której jej towarzyszyłam, bo wiedziałam, że sama nie da sobie radu. Nie zrozumcie mnie źle, mama była i nadal jest silną kobietą, ale za dużo rzeczy już ją w życiu spotkało, by teraz wierzyła, że wszystko się ułoży. Westchnęłam na wspomnienie tego jak dowiedzieliśmy się, że zabiegi nic nie pomogły i nie obejdzie się bez operacji, a dzisiaj mieliśmy poznać jej termin i zrobić ostatnie badania. Bałam się, ale wierzyłam, że teraz już wszystko będzie w porządku i wiedziałam, że ona też musiała uwierzyć, gdyż inaczej to nie ma sensu.

Wysiedliśmy z auta, a ona go zamknęła. Podeszłam do kobiety, chwytając ją pod ramię. Chciałam dodać jej otuchy, a gdy uśmiechnęła się do mnie, wiedziałam, że mi się udało. Razem przeszliśmy przez wielkie drzwi, a ja słabo uśmiechnęłam się na widok kilkunastu ludzi, którzy czekali na swoją kolei. Ominęliśmy recepcję, gdyż obie znałyśmy drogę do pokoju lekarskiego i niebyła nam potrzebna pomoc. Mama chciała poczekać na windę, ale było to tylko jedno piętro w górę, więc namówiłam ją na schody. Mówi się, że kiedy się idzie mniej się myśli. Próbowałam zrobić wszystko, by odgonić od siebie negatywne myśli, więc zaczęłam nucić jakąś znaną mi piosenkę, której tytułu nie pamiętałam niestety. Nie minęło dużo czasu, gdy stanęłyśmy pod gabinetem, a o równej piętnastej lekarz zaprosił moją rodzicielkę do środka. Tam nie mogłam iść z nią, więc posłałam jej pokrzepiający uśmiech i usiadłam na krzesełku.

- Wszystko będzie dobrze. - wyszeptałam, mimo, że już mnie nie słyszała. To było pocieszenie dla samej mnie, bo ja też go potrzebowałam i wiedziałam, że tak naprawdę jeszcze nie dociera do mnie do co się dzieje i zapewne skutki dzisiejszego stresu wyjdą jutro, ale nie myślałam teraz o tym. Liczyło się tylko to, by wszystko poszło po myśli lekarza, badania były dobre i, by operacja odbyła się jak najszybciej. Tylko to teraz było dla mnie ważne, a ja wiedziałam, że muszę dopilnować, by moja mama póki co nie myślała o niczym co stresujące.
Nie wiem ile minęło, ale gdy zobaczyłam ją z wielkim uśmiechem na ustach w drzwiach pomieszczenia, wiedziałam, że jest dobrze.